Lux Perpetua

okładka audiobooka Lux Perpetuagwiazdki: * * * * *

autor: Andrzej Sapkowski

czytają: Krzysztof Gosztyła, Anna Dereszowska, Lesław Żurek, Krzysztof Wakuliński, Henryk Talar, Artur Barciś, Magdalena Różczka, Kazimierz Kaczor, Adam Ferency, Krzysztof Banaszyk, Jacek Lenartowicz i inni;

wydawnictwo: Supernowa oraz Fonopolis (2013)

Najpierw słów kilka na temat mojej oceny. Gwiazdki to nie jest rzecz najważniejsza. Oceniam audiobooki dla siebie, na przyszłość. Kiedy za kilka lat będę chciał po coś sięgnąć ponownie,będzie to pierwszy impuls wyboru – skrót myślowy. Jak każdy, zawierający w sobie błąd niedopowiedzenia. „Lux Perpetua” dostaje ode mnie pięć gwiazdek, chociaż uważam, że jest to najsłabsza część cyklu. Gdybym miał oceniać ją jako odrębne dzieło, wyszło by ładne cztery. Jednak dla mnie Trylogia Husycka to całość. Wydana osobno z nieistotnych tutaj względów. Dlatego oceniam całość, a całość zasługuje na najwyższą notę.

A teraz chwila wstydu: Czekałem na ten audiobook rok, pełen niepokoju. Wiadomym było, że twórcom towarzyszyły problemy finansowe. Wierzyłem jednak, że mimo przeciwności zespołowi uda się szczęśliwie dobrnąć do końca i spiąć klamrą dzieło mistrza. Nie wyobrażałem sobie, żeby praca mogła zostać przerwana. Jeszcze w wakacje sprawdzałem pogłoski o dacie premiery, i co? Przegapiłem… Wstyd się przyznać, ale kompletnie zapomniałem o nagraniu, na które tak długo czekałem. Kiedy zupełnym przypadkiem, będąc w księgarni, spojrzałem na półkę – zamarłem. Odległość dzielącą mnie do upragnionej płyty, oraz tą do kasy pokonałem w czasie bliskim rekordu olimpijskiego. Do domu rwałem jak głupi. Ale kiedy dopadłem odtwarzacza i nałożyłem słuchawki – odpłynąłem.

To jest na prawdę perfekcyjne wykonanie. Głosy aktorów, odgłosy świata, muzyka – wszystko składa się w jedną harmonijną całość. Tu nie ma już potknięć, błędów. Słychać zgraną maszynerię bogatą w zdobyte doświadczenie. Na pewno każdy uczestniczący w tym nagraniu wyniesie i poniesie dalej zdobyte umiejętności. Mam nadzieję, że zaowocują one w kolejnych nagraniach innych autorów, u innych wydawców. Nie mniej szkoda byłoby zaprzepaścić to co ci ludzie zrobili razem. Aż prosi się, aby wzięli na warsztat coś nowego, niekoniecznie Sapkowskiego, niekoniecznie fantastykę. Cokolwiek…

Znów zrobiło się głośno o Andrzeju Sapkowskim. Nowa odsłona przygód Wiedźmina, wydana z zaskoczenia, ku osłupieniu fanów, sporo namieszała w naszym polskim światku fantasy. To wydarzenie przyćmi Trylogię Husycką. Dzieło zupełnie innego kalibru, a przecież tak bardzo sapkowskie jak to możliwe. Wydaje mi się, że trzeba po prostu dorosnąć do tej opowieści, aby docenić ogrom pracy autora. To zupełnie inna skala trudności, pogodzić budowanie postaci i wątków fabularnych z realiami historycznymi, politycznymi i geograficznymi tamtej epoki. Na dodatek umiejętnie wplatając w tą misterną konstrukcję elementy magii i guseł. Wyszło coś fantastycznego, do czego chce się wracać. Ja sam, mimo tego, że przeczytałem całość w papierowej wersji już dawno temu, z przyjemnością zanurzyłem się w nią jeszcze raz za sprawą nagrania. Na pewno będę wracał.

Mistrza:
Wiedźmina opisanie:
1. „Opowiadanie Wiedźmin”
2. „Miecz przeznaczenia”
Trylogia Husycka:
1. „Narrenturm”
2. „Boży bojownicy”
3. „Lux perpetua”

Reklamy

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Komentarzy 12 to “Lux Perpetua”

  1. ter- Says:

    @Aż prosi się, aby wzięli na warsztat coś nowego…

    Ależ biorą, biorą. W planach są „Kref elfów” i „Król Lear”, serwis kolekti.pl już gromadzi fundusze. Nawiasem mówiąc, udział w zbiórce oznacza dostęp do audiobooka przed rynkową premierą, więc kto zakupił trzeci tom trylogii husyckiej w przedsprzedaży, mógł oszczędzić sobie wstrząsu w księgarni ;-) i posłuchać już na początku października.

    P.S. W rewanżu za ciekawe notki o audiobookach – rekomendacja. Ian McEwan, Słodka przynęta. Czyta Maria Seweryn.

  2. Głos Papierofonu Says:

    Dziękuję za rekomendację.

    Przyznaję, trafiłem na serwis kolekti.pl jeszcze w lecie, ale fundusze mi wtedy jakoś z portfela wyszły i o całej sprawie zapomniałem. Ta forma kupowania/wspierania jest intrygująca, ciekawi mnie czy nabierze efektu skali.
    Jedno jest pewne, świat wokół nas zmienia się nieprawdopodobnie szybko. Trzeba trzymać rękę na pulsie, a ja nowe plany wydawnicze Fonopolis po prostu przegapiłem…

    Dzięki za podpowiedź.

  3. ter- Says:

    Jeśli sądzić po informacjach podawanych na stronie, Kolekti wielkich kokosów nie zbiera. Król Lear – jak dotąd ok. 1.6 tys. z potrzebnych 10 tys., Krew elfów – ok. 1.2 tys. z 80 tys. Być może fani Sapka, których jest przecież sporo, muszą trochę ochłonąć po Lux perpetua? A może crowdfundingowa inicjatywa potrzebowałaby szerszej promocji…

  4. Głos Papierofonu Says:

    Promocja to jedno, ale wydaje mi się, że problem tkwi w specyfice naszego rynku. Papierowe książki sprzedają się słabo i wydawcy ledwo wiążą koniec z końcem. Imają się różnych sztuczek by uzasadnić wysoką (jak na przeciętnego potencjalnego nabywcę) cenę. Puchnący papier, gigantyczna czcionka, powiększone marginesy…

    Audiobooki to zdecydowanie mniejszy kawałek tortu. A wyprodukowanie ich wydaje się droższe. W dodatku zrobienie kopi utworu i rozpowszechnienie jej przez internet to pestka i nie wymaga właściwie żadnego wysiłku.

    Według mnie crowdfunding wypali w pełni wtedy, gdy liczba zainteresowanych osiągnie masę krytyczną. Tak jak dzieje się to w światku gier. Użytkowników jest wystarczająco wielu, by znalazło się wśród nich wystarczająca liczba osób gotowych zaryzykować swoje pieniądze.
    Czego i nam słuchaczom życzę.

  5. cavesoundmeister Says:

    najsłabsza część cyklu – pod względem audiobookowym czy literackim? :)

  6. Głos Papierofonu Says:

    Tak jak pisałem – aktorsko, muzycznie nagrane perfekcyjnie. Literacko czuć, że to już koniec opowieści i fabuła sunie raczej rozpędem, niż zasilana nowymi akcentami. Trzeba zamykać wątki i szykować dobry finał. Normalna rzecz.

  7. cavesoundmeister Says:

    Przepraszam za rozpisanie się ;)

    a) rzeczywiście, Lux Aeterna tempo zdecydowanie podkręca (przeskoki, powtórzenia), ale też i nowe wątki się pojawiają (Kompanie Fuggerów, Łukasz Bożyczko, Riksa etc.), jak i smakowite epizodyczne sceny a’la Gutenberg z pierwszego tomu (np. Mikołaj z Cuzy). Ogólnie nie musiałeś się moim zdaniem tłumaczyć, 3 tom to zdecydowanie część większej całości i ocenianie osobno nie niosłoby ze sobą nic. Ale ja w ogóle gwiazdek nie lubię, i sam nie wiem jak przypisywać gwiazdki książkom (goodreads.com) czy filmom (filmweb, imdb). Sztuka wymyka się takim uproszczeniom.

    b) ciężko oceniać pionierów bez większej konkurencji (Gra o Tron, Niezwyciężony i kilka innych… swoją drogą Fonopolis to jedyna firma specjalizująca się w „superprodukcjach” Audiobooków, pozostałe „superprodukcje” to projekty różnych wydawnictw książkowych? Brakuje mi informacji), funkcjonujących na relatywnie małym rynku audiobookowym. Mimo wszystko do paru rzeczy bym się przyczepił: przesadzona gra aktorska dla Grellenorta i Kundrie, brak nowej muzyki, nierówne potraktowanie podobnych scen, nadużywanie niektórych charakterystycznych efektów dźwiękowych (część znana mi z gier komputerowych i to starych, bo z połowy lat 90). Da się przeżyć, po prostu warto zaznaczyć, że rzecz nieskazitelna nie jest i wciąż jest dużo perspektyw do rozwoju. Oczywiście nie można się dziwić, że przy ograniczonych funduszach część scen wydaje się udźwiękowiona wspaniale, a część zrobiona „na szybko”.

    c) Co do crowdfundingu – jest to sposób finansowania, który zyskał dużą popularność, szczególnie na Zachodzie. Tutaj w Polsce brakuje jednego wielkiego portalu jakim jest w USA Kickstarter (a z Kickstartera Polacy nie mogą korzystać ze względu na różnice prawne). Fonopolis zdecydowało utworzyć swój mały własny serwis przeznaczony tylko dla nich, co jest… specyficznym posunięciem. Jeżeli popatrzeć na sukcesy crowdfundingowe za granicą, to moim zdaniem rzeczywiście brakuje w kolekti porządnej kampanii marketingowej. Crowdfunding opiera się na głębokiej relacji między fanami i twórcami. Autorzy projektów crowdfundingowych prześcigają się w różnych pomysłach zachęcających, polecających, wideach, wywiadach, informacjach z planu produkcji… tutaj nie ma absolutnie nic. Nawet trailera. Upominki dla tych, co wpłacili więcej też raczej mało kreatywne. Czy crowdfunding to w ogóle adekwatny model dla rynku audiobooków? Moim zdaniem jak najbardziej tak, został on stworzony specjalnie dla nisz, ponieważ nisze mają to do siebie, że mają wiernych fanów, a nie tylko biernych „konsumentów”, mają ludzi, którym zależy na rozwoju tej gałęzi kultury. Ale bez porządnego marketingu, komunikacji z fanami, obecności na serwisach społecznościowych, crowdfunding nie istnieje.

  8. Głos Papierofonu Says:

    Nic nie szkodzi, lubię czytać.

    Z tymi gwiazdkami to jest tak, że ja mam taką naturę. Lubię porządkować, sortować i znajdować wspólne cechy. Tak na przykład, nie mam zielonego pojęcia na temat muzyki. Słoń nadepnął mi na ucho i fałszuję staaasznie. Ale mogę godzinami toczyć dyskusje na temat gatunków, podgatunków i co z czego się wywodzi. Często sama historia powstania danego nurtu muzycznego jest dla mnie ciekawsza, niż to jakie dźwięki sobą reprezentuje.
    A jakiś system oceny mieć muszę, z jednego bardzo prozaicznego powodu. Czasem chcę posłuchać jeszcze raz czegoś naprawdę dobrego, albo polecić komuś jakieś warte zainteresowania nagranie. Proste zawężenie tytułów do tych najlepiej ocenionych – upraszcza sprawę. A Papierofon został stworzony i nadal służy głównie temu. Aby z łatwością nawigować po znanych mi tytułach.

    Co do opracowania dźwiękowego „Lux Perpetua” – mam zdanie odmienne. Uważam, że do ideału jest bardzo blisko. Sceny nagrane są równo, gra aktorska świetna. (Kundrie i Gellenort to dziwadła i ta interpretacja mi leży) Dźwięki wydają się odpowiednie i bardziej stonowane niż w poprzednich częściach. Może pochodzą z ogólnodostępnej bazy, ale ja ich nie znam. Gry skończyły się dla mnie na pierwszym Quake’u.
    Dam punkt odniesienia – „Blade Runner”. W czasie słuchania szczena opadła mi w dół. Ale teraz, z perspektywy czasu, mam wrażenie, że to jest ślepa uliczka. Dźwięk przestrzenny, masa dodanych odgłosów otoczenia – to fascynująca przygoda z możliwościami reżyserii dźwięku. Ale gubi się w tym natłoku efektów samą istotę opowieści. A może to rozwinie się tak jak w filmie? Kino akcji, a z drugiej strony melodramat – inne środki wyrazu, dynamika a przecież wszystko to nadal film…

    Kolekti faktycznie dopiero raczkuje i przechodzi trudny okres niemowlęcy. Najśmieszniejsze jest to, że ten materiał promocyjny istnieje. Są dostępne na YT filmy pokazujące proces powstawania nagrania, wywiady z aktorami i reżyserem. Po prostu nikt nie wpadł na to, żeby połączyć to w całość. Może następnym razem się uda. W końcu to prywatny kapitał zdaje się, a nic tak nie motywuje do sprawnego działania niż groźba finansowej katastrofy.

  9. cavesoundmeister Says:

    Z gwiazdkami to jest tak, że najwięcej znaczą dla tego, co je wystawiał, bo to on zna kontekst. Tak jak Lux Perpetua – w pewnym sensie 4 gwiazdki, w pewnym sensie 5. To była tylko taka moja subiektywna dygresja, a nie sugestia – gwiazdki, liczby itd. się przyjęły, i jak spełniają dla kogoś bardzo dobrze swoją rolę, to super. A ze mnie takie dziwadło się zrobiło, że już się z gwiazdkami, punktami, wszelkimi numerycznymi skalami się rozminąłem totalnie. Ani mi nie mówią tego, co chcę wiedzieć, ani sam nawet oceniać za ich pomocą nie potrafię.

    A w kwestii tego materiału promocyjnego to wiem ( i widziałem) parę filmików o Trylogii Husyckiej. O ile mi jednak wiadomo do Krwi Elfów jeszcze nic nie ma. Oczywiście w tradycyjnym modelu do promocji przystępuje się dopiero jak produkcja już grubo w toku, ale crowdfunding odwraca trochę kota ogonem i zazwyczaj już trzeba coś mieć na samym początku, bo chodzi tu nie tyle o promocję skończonego produktu, co samego procesu produkcji. No i, tak jak wspomniałeś, wszystko należy ze sobą połączyć. Oczywiście to wszystko trochę kosztuje, no ale nikt nie powiedział, że crowdfunding wyzwala nas kompletnie od wkładu własnego.

    Dźwięk przestrzenny w BR trochę mi przeszkadzał, ale tylko ze względu na to, że czasem znikał gdzieś w gąszczu i nie było do końca słychać słów. Trochę to stonować i byłoby… blisko ideału właśnie :) . Dla mnie. Nie chodzi mi oczywiście o obfitość, ale o jakość i pewną równowagę. Czasami zdecydowanie lepsza jest cisza. Jak zwykle, rzecz gustu!

    Co do Grellenorta dwie rzeczy: a) nigdzie nie ma w tekście, że skrzeczy, parska i prycha, b) nikt jakoś nie reaguje na to jego skrzeczenie, parskanie, łatwo sobie wyobrazić biskupa Konrada który wkurzony mówi „weź no przestań wydawać te obrzydliwe dźwięki bo się skupić nie mogę!”. Niech sobie chrząka i wizga, ale co na to postacie, które tak jak ja, do takiego chrząkania i wizgania nie są przyzwyczajone? Sądzę, że jakby przenieść jedną z tych scen na ekran, wyszłoby komicznie bardziej niż przerażająco. A mam wyobraźnię bardzo wizualną. Nie powiem, czasem może i to pasowało, ale czasem był po prostu przesyt i przesada rodem z kreskówek, nie pasująca do okrutnego i z lekka cynicznego tonu książki. Ale żeby nie było: absolutne brawa dla Lesława Żurka, za to jak oddał przemianę z pierwszego tomu po trzeci. Mistrzostwo. Absolutny respekt również dla Henryka Talara, w szczególności za dwie sceny, które do charakteru Szarleja znanego z poprzednich dwóch tomów dodały coś nowego. Dla Mariusza Bonaszewskiego za idealnie obrzydliwego Konrada. I dla wielu innych.

  10. Głos Papierofonu Says:

    A więc po raz kolejny dochodzimy do rzeczy podstawowej: każdemu podoba się co innego i (najśmieszniejsze) potrafi to argumentować. Szczęście w tym takie, że różnorodność jest na świecie. Nieszczęście wynika z tego, kiedy jedni próbują udowodnić drugim, że racji mają więcej.
    Najlepszym więc wyjściem byłoby zlikwidować krytyczne czasopisma, programy w telewizji i większość blogów. Do czego ręki przyłożyć jakoś nie potrafię, więc dalej brnął będę w znoju i tu swoje przeżycia uzewnętrzniał.

    Na przykład to oto spostrzeżenie: Zmiana w postaci Lesława Żurka jest zauważalna i czuć ją podskórnie. Ale wciąż trapi mnie takie niecne podejrzenie, iż jest ona wynikiem dojrzewania aktorskiego pana Lesława, a nie zaplanowanym działaniem. A przypadek jedynie sprawił, że tak świetnie się to wszystko udało. Dowodów na to nie mam i mogę się mylić okrutnie, za co z góry przepraszam pozwanego.
    Tak czy siak całe trio głównych bohaterów trójksięgu, to absolutnie mistrzostwo świata.

  11. cavesoundmeister Says:

    Haha, mnie też trapi to podejrzenie, ale koniec końców wychodzę z założenia, że nie moją sprawą jest warsztat i umiejętności aktora, ale efekt końcowy :) ostatecznie chodzi przecież oto by zapomnieć o Lesławie Żurku w studiu przed mikrofonem, a miast tego mieć w głowie Reinmara pośród zgliszcz podwrocławskiej wsi!

  12. Głos Papierofonu Says:

    Czyli coś w tym musi być, jeśli nie tylko ja miałem takie odczucia, he, he, he…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: