Gra o tron

okładka audiobook Gra o trongwiazdki: * * * *

autor: George R. R. Martin

czyta: zespół aktorów

wydawnictwo: Zysk i S-ka (2011)

Światowe wariactwo na punkcie sagi Pieśń Lodu i Ognia – sięga zenitu. Zaczęło się dość niewinnie od serii książek fantasy. Trzeba przyznać, solidnego anglosaskiego fantasy. Nie jakiegoś bardzo odkrywczego i innowacyjnego. To po prostu kawał dobrego rzemiosła. Brak tu jednak typowego teatru jednego bohatera, czy też drużyny podążającej przez wykreowany świat. To bardziej rodzaj krwawej opery mydlanej. Walczące rody, zatrzęsienie postaci i fabuła opowiadana wciąż z nowej perspektywy. Czyta się to świetnie, idealna książka na wakacyjny wypoczynek. Jest wartko, wciąga. Niepokój perspektywy szybko zbliżającej się ostatniej strony, rozprasza świadomość pozostałych sześciu tomów, czekających gotowych w kolejce. Sam, w tamtym roku, w słoneczne dni gładko dojechałem do drugiego tomu. Gdyby nie koniec urlopu pewnie pociągnąłbym dalej. Jednak w między czasie powstał, bijący rekordy popularności, serial na podstawie sagi. Kręcony z rozmachem i dość wiernie przedstawiający zamysł autora. Wciągnąłem się w niego bez reszty i w dwa tygodnie nadrobiłem zaległości.

Kiedy w sprzedaży pojawił się audiobook „Gra o tron” – odpuściłem. Trzeci raz ta sama historia. Ile razy można? Tym bardziej, że przesłuchane przeze mnie fragmenty, udostępnione w sieci, nie napawały optymizmem. Ale zaraz! Audiobook czytany przez aktorów, z muzyką i efektami. Jak ja mogę przejść koło takiego wydarzenia obojętnie? Koniec końców trzydzieści jeden godzin nagrania trafiło do odtwarzacza. Nie żałuję.

Skąd moje wcześniejsze obawy? Otóż proponowana przez portale próbka nagrania, pochodzi z początkowych rozdziałów. A tam faktycznie, nagranie nieco kuleje. Nie mogę nic zarzucić aktorom czytającym dialogi głównych postaci. Ci dobrani są bardzo dobrze. Narrator – Krzysztof Banaszyk jest rewelacyjny. Gorzej natomiast ma się sprawa z rolami drugoplanowymi. Wypadają sztucznie i zgrzebnie. Również muzyka, w tych pierwszych godzinach, wydaje się czasem dobrana dość przypadkowo. Mam wrażenie, że realizatorzy szlifowali swoje umiejętności wraz z postępem pracy. Na szczęście okres niemowlęcy szybko mija i pozostaje tylko cieszyć się niezwykłym światem stworzonym przez Martina.

Nie mogę dać najwyższej oceny. Tego typu audiobooki zawsze będę porównywał do niekwestionowanego lidera – „Bożych Bojowników” Sapkowskiego. Ale to godziwa rozrywka i warto się zanurzyć w tą kipiącą od zdrad i ciosów w plecy intrygę. Nawet po raz trzeci.

Reklamy

Tagi: , , , , , , , , , , , ,

Komentarze 2 to “Gra o tron”

  1. cavesoundmeister Says:

    Zawsze zastanawiam się w takich przypadkach jak ten, na ile przez nas mówi obiektywizm, albo przynajmniej estetyczna samoświadomość, gust, a na ile jesteśmy pod wpływem czynników zewnętrznych. Dla Ciebie to było trzecie spotkanie z pierwszym tomem Pieśni (aczkolwiek nie wiem jak liczyć serial, w związku z odmiennością medium i zmianami), dla mnie absolutnie pierwszy kontakt z sagą. Wiem, że tak bardzo się w ocenach nie różnimy, w końcu cztery gwiazdki to bardzo dużo, ale w mojej pamięci ten audiobook funkcjonuje jako niemal perfekcja. Oczywiście jak zawsze w produkcjach o tak dużej skali są i słabsze momenty. Ale na przykład weźmy diagnozę, że początek najsłabszy a potem pnie się w górę. Zupełnie nie odnajduję siebie w tej opinii ponieważ to pierwsza scena, prolog, uchwyciła mnie, mówiąc dosadnie, za jaja. Atmosfera grozy, horroru, niewiadomego, tajemnicy. Jedna z kilku scen w tym audiobooku, które jestem w stanie wciąż przywołać w pamięci wraz z emocjami towarzyszącymi, a to jest dla mnie wyznacznikiem jakości dzieła sztuki: czy siedzi w pamięci, czy obrazy, dźwięki i emocje wracają i nawiedzają ciebie wciąż po zakończeniu swej przygody z nim. Zrobię więc listę:
    1. Prolog
    2. Upadek Brana (to udźwiękowienie…)
    3. Aria i Syrio Forel (wspaniale oddany obcy akcent)
    4. Udźwiękowienie turnieju (niemalże czuło się fizycznie siłę uderzenia rozpędzonej lancy i upadek z konia)
    5. Tyrion (najpierw mnie denerwował, a potem stał się głosem idealnym) i jego melancholijny minimalistyczny motyw muzyczny
    6. Rytuały Mirri Maaz Dur, mistrzostwo: przerażające, fascynujące, transowe, psychodeliczne…
    7. Żeby uniknąć spoilerów: pewna słynna scena z końcówki pierwszego tomu ;)
    8. Muzyka, moim zdaniem była ciupinkę lepsza niż w Trylogii Husyckiej
    9. Sceny z Sandorem Clegane! Ten przerażający głos.
    10. Rozmowy Neda z Robertem, perfekcyjna charakteryzacja.

    Te wszystkie sceny wracają wciąż i nie jestem już ich sobie w stanie wyobrazić inaczej.
    … Ale może to był po prostu geniusz samej prozy, której smakowałem po raz pierwszy nie wiedząc czego się spodziewać?

  2. Głos Papierofonu Says:

    Ja, przez znajomość tematu i tak zwane otrzaskanie z fabułą i sposobem prowadzenia narracji (setka bohaterów i ciągłe przeskakiwanie pomiędzy nimi) z miejsca skupiłem swoją uwagę na pracy aktorów. Słyszałem nierówności, ściśnięte gardło. Brak luzu i fali. Potem się to wszystko wygładziło, rozpędziło i pięknie szło do finału.
    To po prostu kwestia opanowania nowego medium. Dobrzy rzemieślnicy szybko to sobie przyswajają i tak jest w tym przypadku.\

    Zastanawia mnie jednak, że są tacy aktorzy, głośne nazwiska, którzy stając przed mikrofonem w studiu nagraniowym, gdzieś swój talent gubią. Ich czar pryska. Są też tacy, szare myszy, drugoplanowe role, mówimy o nich solidni. A gdy zaczynają czytać to klękajcie narody…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: