Pan Lodowego Ogrodu tom 2

okładka audiobooka Pan Lodowego Ogrodu tom 2gwiazdki: * * *

autor: Jarosław Grzędowicz

czyta: Jacek Rozenek

wydawnictwo: Fabryka Słów

Trudno bronić poglądu, że opisywanie tomu drugiego, jest równie fascynujące co pisanie na temat pierwszego. Schemat nasuwa się sam: słabszy / równie dobry / jeszcze lepszy – niepotrzebne prosimy skreślić. Aha, jeszcze parę banałów na temat zachowania klimatu i nadziei na kolejne, równie sympatyczne spotkanie ze starymi znajomymi. Powiedzmy sobie szczerze, pisanie w odcinkach wymyślono już dawno temu. Lubimy to co już znamy i da się na tym nieźle zarobić. Stąd kilometry półek księgarskich, zajętych wszelkiego rodzaju epopejami fantasy i science fiction. (Proszę, niech nikt nawet słowem nie piśnie o tym, że sam Tolkien tak pogrywał – bo to nieprawda. W tym przypadku, swe brudne paluchy maczał wydawca, mistrz napisał całość od razu.) Jednak w przypadku tomu drugiego „Pana Lodowego Ogrodu”, mógłbym się pokusić o nieco więcej, niż tylko rutynowe odhaczenie „wysłuchałem”.

Nastąpiła tu bowiem, jakościowa zmiana. Niełamiąca jednak pewnej, nadrzędnej zasady, która zdaje się rządzi światem wykreowanym przez pana Grzędowicza. Otóż mam wrażenie, że jego pisanie nabrało ogłady. Opisy są bardziej płynne i mniej schematyczne, dialogi bardziej naturalne, a chłopięca fascynacja tanimi filmami akcji zeszła na plan dalszy. Więcej za to mamy zaglądania do głów bohaterów i radzenia sobie bez cudownych wspomagaczy. Coś jednak kosztem czegoś. Autor trzyma się dzielnie reguły – równowaga musi być zachowana. Jest mądrzej – ale mniej wciąga. Gdzieś się między tymi wszystkimi okrągłymi zdaniami zgubiło to, co tak przykuwało uwagę słuchacza. Wir opowieści zelżał. Nie twierdzę, że jest nudno. Ale jednak nie ma już tego kopa. Da się bez bólu oderwać od słuchawek. W dodatku tym razem, jeden z nurtów tej opowieści wyraźnie się wysforował. Historia młodego następcy tronu, uciekającego przed sprawcami zamachu stanu, zaczyna wspaniale się rozwijać. A to przyćmiło przygody ziemskiego zwiadowcy. (Oczywiście obaj nadal się nie spotkali! Domyślam się, że nieprędko będzie im dane. Swoją drogą intrygujący pomysł – wydać dwie książki w jednej…) Tym razem, ryzykowny manewr z przerzucaniem uwagi słuchacza pomiędzy dwoma historiami, w moim odczuciu się nie sprawdził. Czekałem, aż autor znów powróci do walczącego o przetrwanie księcia.

Poprzednio zupełnie zapomniałem wspomnieć o lektorze. A to przecież audiobooka słuchałem. Tu też zaszła subtelna, ale istotna zmiana. O ile w tomie pierwszym, pan Rozenek nieco nadinterpretował dialogi o tyle w tomie drugim stonował operowanie głosem. A co za tym idzie – przyjemność z odbioru wzrosła. Można powiedzieć, że obaj współtwórcy tej książki mówionej dorastają wraz z cyklem. Na plus moim zdaniem.

Ps Nie mam pojęcia, dlaczego nagle Vuko Drakkainen zaczął tak szpetnie kląć w co bardziej egzotycznych językach Poprzednio mu się nie zdarzało. Czyżby autor nabył jakieś ekscentryczne rozmówki i zapragnął podzielić się z odbiorcami świeżo zyskaną wiedzą lingwistyczną?…

Dotąd w formia audiobooka wydano:
1. „Pan Lodowego Ogrodu tom 1”
2. „Pan Lodowego Ogrodu tom 2”
3. „Pan Lodowego Ogrodu tom 3”
4. „Pan Lodowego Ogrodu tom 4”

D0??

Reklamy

Tagi: , , , , , , , , , , , ,

Komentarzy 6 to “Pan Lodowego Ogrodu tom 2”

  1. kalio Says:

    byłam dziś w bibliotece, oczywiście Grzędowicz został wypożyczony, a jakże, jak pech to pech…

  2. Głos Papierofonu Says:

    Dziękuję za pamięć. Może następnym razem się uda.

    A może biblioteka ma rejestr podłączony do sieci? Jeżeli tak, to mógłbym datę wydania znaleźć na karcie bibliotecznej.

    Głos.

  3. kalio Says:

    no szukam i szukam i nie mogę tego znaleźć w katalogu. Ale jak to możliwe, że widziałam, potem nawet pani powiedziała, że jest i że w czytaniu/słuchaniu? Nie mogę znaleźć i nie rozumiem.

  4. Głos Papierofonu Says:

    Otóż to, zdziwiłem się kiedy napisałaś, że masz to na krążku w bibliotece. Ja nigdzie nie znalazłem tego audiobooka w sprzedaży na nośniku. Tylko na stronie audioteki, jako pliki do ściągnięcia.
    Chyba, że biblioteka ma jakąś umowę z wydawcą i dostała płytki do wypożyczania?…
    Dlaczego zatem nie ma tytułu w katalogu? Zagadka…

  5. kalio Says:

    Ale to nie była taka płyta z okładką jak książka itp. Niektóre płytyt w tej mojej bibliotece są takie jakby czyste – tylko mają nadruk komputerowy – tytuł i autor plus adnotacja coś o ministerstwie kultury – to pewnie dla biblioteki coś tam. Obiecuję, że ją upoluję. Teraz mi samej nie da spokoju.

  6. Głos Papierofonu Says:

    Można powiedzieć takie biblioteczne detektywowanie. Normalnie jak w „Imieniu Róży” :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: