Boży bojownicy

okładka audiobooka Boży bojownicygwiazdki: * * * * *

autor: Andrzej Sapkowski

czytają: Krzysztof Gosztyła, Anna Dereszowska, Lesław Żurek, Krzysztof Wakuliński, Henryk Talar, Artur Barciś, Magdalena Różczka, Kazimierz Kaczor, Adam Ferency, Krzysztof Banaszyk, Jacek Lenartowicz i inni;

wydawnictwo: Supernowa oraz Fonopolis (2012)

Długo czekałem na „Bożych bojowników”. W 2009 roku, kiedy wydany został „Narrenturm” wydawało się, że oto rodzi się najwspanialszy cykl w polskim świecie audiobooków. Wybitni aktorzy, muzyka, odgłosy przyrody i życia codziennego budowały świat zrodzony w wyobraźni Andrzeja Sapkowskiego. Wystarczyło znaleźć wygodny fotel, założyć słuchawki na uszy, zamknąć oczy i dać się porwać,przeżyć niezapomnianą przygodę. Wydawało się, że po takim sukcesie, wydanie kolejnych dwóch tomów Trylogii Husyckiej, będzie tylko kwestią czasu. Czekałem więc niecierpliwie. Minął jednak rok i drugi. A mimo przeszukiwania sieci, nie znalazłem nawet wzmianki o pracach nad „Bożymi bojownikami”. Powoli traciłem nadzieję. Ot i drwina losu. Wspaniałe dzieło, które nie trafiło w czas. Pieniądze włożone w produkcję, nie zwróciły się. Rynek nasz audiobookowy mały i w powijakach, za mało słuchaczy. Tak wtedy rozumowałem. A nadzieję na wydanie całej trylogii porzuciłem. Ciesząc się , że chociaż „Narrenturm” udało się wydać, a mnie go wysłuchać.

Oto mamy koniec września 2012 roku. Sezon wakacyjny się kończy. Pora na audiobooki. Więc rozglądam się nad mocnym, jesiennym zestawem na szare dni w pracy. Na którymś z portali natykam się na informację, w którą ciężko mi początkowo uwierzyć. Ósmego października, druga część przygód Reynevana powinna trafić do księgarni! Jakim cudem ten fakt przegapiłem? Czekałem przecież tak długo. Nadzieja powróciła i zarazem przyniosła ze sobą szereg pytań: Czy uda się teraz dokończyć dzieła i wydać całość? Czy aktorzy podkładający głos nie zmienili się? Czy zostanie zachowany ten sam wysoki poziom nagrania? A klimat?

Tak, po trzykroć tak! Wszystkie ważniejsze role grają ci sami aktorzy. Kamień z serca – ciągłość postaci zachowana. Nad wszystkim czuwa ten sam duet: Janusz Kukuła – reżyser, oraz Błażej Kukla – realizator dźwięku. To dzięki nim wszystkie szczegóły i detale dopięte są na ostatni guzik. Wreszcie Adam Skorupa – kompozytor ścieżki dźwiękowej, składnika który ma decydujące znaczenie w budowaniu napięcia i atmosfery tej opowieści. Przyznam, że wgrywając pliki do odtwarzacza, byłem pewien obaw. Trzy lata to jednak sporo czasu. Wydawcy się zmienili. Kto wie w jakich warunkach przyszło pracować zespołowi. Jednak mój niepokój, wraz z pierwszymi minutami nagrania – minął. Audiobook „Boży bojownicy”, okazał się arcydziełem lepszym nawet, niż jego poprzednik. Nie wiem, czy to kwestia zdobytego doświadczenia, może poniesionych kosztów, na pewno włożonej w ten projekt pracy. Faktem jest, że dialogi prowadzone są płynniej. Zniknęły dłużyzny. Dźwięki tła i odgłosy życia są bogatsze. A efekty specjalne robią naprawdę kolosalne wrażenie. Czy można by tu poprawić coś jeszcze?

Na to pytanie odpowie, mam nadzieję, ostatni tom trylogii. Wiadomo bowiem, iż trwają już przygotowania do jego nagrania. Jest więc nadzieja na kompletną trylogię. Coś, czym bez wstydu będziemy mogli pochwalić się przed resztą świata. (Ponoć jest to największa tego typu produkcja na świecie). Jest w tym wszystkim tylko jeden mały zgrzyt: Szczęśliwy posiadacz pierwszego wydania „Narrenturm”, ze zdziwieniem odkryje, że „Boży bojownicy” nieco różnią się szatą graficzną od swojego starszego brata. Niestety, postawione razem na półce, nijak nie tworzą harmonijnej całości. Wraz ze zmianą wydawcy, zmieniono projekt okładki. A pierwszy tom wydano ponownie w odświeżonej konwencji. Nieco to niezręczne zachowanie. Podobnie zresztą, jak reklama pewnej stacji radiowej, w charakterze prologu i epilogu. No cóż takie widocznie nastały czasy, jednak nie zmienia to faktu, że zawartość „Bożych bojowników” jest pierwszej próby.

Mistrza:
Wiedźmina opisanie:
1. „Opowiadanie Wiedźmin”
2. „Miecz przeznaczenia”
Trylogia Husycka:
1. „Narrenturm”
2. „Boży bojownicy”
3. „Lux perpetua”

D0??

Reklamy

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Komentarzy 17 to “Boży bojownicy”

  1. audiobookmania Says:

    szczęściarz. Ja jeszcze czekam na swój egzemplarz.

  2. Głos Papierofonu Says:

    Zabezpieczyłem się tym razem. Złożyłem zamówienie w księgarni i odebrałem pierwszego dnia po wejściu do sprzedaży. :D

  3. cavesoundmeister Says:

    cholera jasna, też to przegapiłem! tzw. instabuy!

  4. Głos Papierofonu Says:

    Akurat taka pora, że Mikołaja można poprosić :-)

  5. cavesoundmeister Says:

    I nawet wiem czemu przegapiłem… jestem klientem audioteki.pl, a widzę że niektóre wydawnictwa, w tym nowe od Trylogii, boją się dystrybucji cyfrowej. Phi.

  6. Głos Papierofonu Says:

    Hmm, na Twoim miejscu zastanowiłbym się jednak.

    Akurat mam na tapecie „Blade runnera”. W dystrybucji cyfrowej, w rzeczonej Audiotece, dzisiaj (4 grudnia 2012) kosztuje on 49,90 zł.
    A na przykład w AudioBook.pl, klasycznie wydany na krążku (z bezpłatną funkcją upiększania półki) kosztuje 44.91 zł (wliczając przesyłkę priorytetową Pocztą Polską).

    Zaskakujące prawda? Tym bardziej, że Audioteka podpisuje się pod tym audiobookiem jako współwydawca…

    Przyznam, że powinienem popierać dystrybucję bez nośników – to przyszłość. Tak mówi głowa i podpowiada zdrowy rozsądek. Co z tego jednak, kiedy ja lubię wziąć do ręki czyjąś pracę. Przyjrzeć się okładce i poczuć pod palcami strukturę papieru. Docenić gust wydawcy – albo i nie.
    Obym jak najdłużej miał szansę wybrać to, co mi bardziej odpowiada…

  7. cavesoundmeister Says:

    rzeczywiście zaskakujące (wybacz ale nie dostrzegłem komentarza 4 grudnia :P). Na logikę, i moje doświadczenie w byciu klientem dystrybucji cyfrowej, to powinno być na odwrót – cyfrowe tańsze, jako że uboższe i właściwie też mniej kosztowne w dystrybucji (druk, tłoczenie etc.)! Ja również wolę przyozdobienie półki, po prostu rozleniwiłem się, i sprawdzałem tylko Audiotekę jeżeli chodzi o nowości (Twego bloga jeszcze wtedy nie subskrybowałem ;) ) – a właściwie po prostu czytałem newslettery ;P. Ostatecznie kupiłem Bożych Bojowników w wersji fizycznej. Mimo wszystko uważam, że brak dystrybucji cyfrowej to dla tego audiobooka strzał w stopę, ponieważ byłaby to porządna platforma promocji, a tak to jakoś cicho, nawet żadnych ciekawszych promocyjnych wideo i trailerów na youtubie nie widziałem. A nie sądzę, żeby to posunięcie pomogło im w jakikolwiek sposób z piractwem – co za problem umieścić pliki z płyty w necie? Nonsens.

    A sam Audiobook – ach, ciarki na plecach związane z ponownym usłyszeniem tych samych głosów postaci, z którymi się już zżyłem. Nawet głos Reinevana, który mi nie przypadł początkowo do gustu, spowodował łezkę w oku. I znajome motywy ze ścieżki dźwiękowej… Tego książki solo nie dają! A samą treść uważam również za postęp wobec pierwszego tomu, bardziej spójna, bardziej dramatyczna, ciężko cokolwiek więcej powiedzieć bez spoilerów, cieszę się tylko, że nie pamiętam tak dużo o wojnie 30-letniej z historii, to spoilerów jeszcze mniej było! ;) Może za wyjątkiem tego, że podejrzewam, że zakończenie sagi raczej happy endem nie będzie, bo z tego co wiem, Husyci raczej wojny nie wygrali a na scenie historii ze zdwojonym impetem rozszaleje się kontrreformacja. Drżę na myśl o opisach pogromów… Tylko w Grzegorzu Hejncze nadzieja! Ale trochę potrwa zanim się dowiem… (SPOILER ALERT!)Swoją drogą przeraziło mnie, jak bardzo Sapkowski był w stanie rozbudzić we mnie nienawiść do Jana Ziembickiego, że dźwięków masakrowania go rohatyną słuchałem, nie powiem że z przyjemnością, ale satysfakcją.(/SPOILER) Przy okazji wielkie brawa dla Marka Barbasiewicza.

    Uff sorry za długi post, ale BB na takie zasługują!

  8. Głos Papierofonu Says:

    Zgadzam się, tak jak pisałem, pojawienie się „Bożych bojowników” zupełnie mnie zaskoczyło. Znalazłem filmy z sesji nagraniowych, ale to było już po fakcie. Dystrybucja i reklama, w tym przypadku, zawiodła na całej linii. Wielka szkoda.
    Cyfrowa dystrybucja to podstawa. Zaczynam to dostrzegać, od kiedy mam czytnik, czyli raptem parę tygodni. Wcześniej wielokrotnie zastanawiałem się czy warto kupić książkę, czy lepiej ją po prostu wypożyczyć. Nie ze względu na koszty a na miejsce potrzebne do upychania kolejnych kilogramów makulatury. O ile coś wartościowego warto mieć w domu, to te „jednorazówki” tylko zajmują miejsce. A u mnie zaczęło go brakować już dawno temu.

    Ja też miałem obiekcje w sprawie obsadzenia głównej postaci. Ale po wysłuchaniu tomu drugiego – zmieniłem zdanie. Albo to kwestia przyzwyczajenia albo Lesław Żurek dorósł. Jest lepiej to pewne.

  9. cavesoundmeister Says:

    teraz czekam na recenzję „Gry o Tron”… klimat podobny, okazuje się :) moze tylko pozbawiony poczucia humoru sapkowskiego, bardziej przytłaczający. Właśnie słucham i oderwać się nie mogę. Inżynieria dźwięku w niektórych momentach wręcz powala (aczkolwiek jest nierówno, bo czasami z kolei brakuje zupełnie efektów dźwiękowych (!) ). Aktorstwo też dobre. Polecam.

  10. Głos Papierofonu Says:

    Wszyscy mnie na „Grę” namawiają. Problem polega na tym, że muszę ją zdobyć. Kupno na razie nie wchodzi w grę, a w mojej bibliotece jest niestety spora kolejka chętnych. Czekam więc cierpliwie. Na pewno tej pozycji nie odpuszczę.

  11. cavesoundmeister Says:

    szkoda tylko, że na całość cyklu przyjdzie poczekać, więc niestety chyba nie powstrzymam się przed sięgnięciem wpierw po papierową… jeżeli zaś chodzi o cierpliwość w stosunku do ostatniego tomu trylogii husyckiej, również mam wątpliwość… Powinni moim zdaniem zacząć zamieniać na słuchowiska zamknięte powieści albo opowiadania (jak w przypadku wiedźmina) by ominąć ten problem, bo zdecydowanie wolałbym żeby mój pierwszy raz z daną książką był w monumentalnej wersji audio.

  12. Głos Papierofonu Says:

    Ja się takimi detalami w ogóle nie przejmuję. Jak mi się coś podoba i chcę znać dalsze losy bohatera – sięgam po papier, a ostatnio czytnik. Potem z przyjemnością, po roku, robię powtórkę audio.

    Nie wiem czy udałoby się wyprodukować całość na raz. W taki sposób rozpoczynając sprzedaż wcześniej, wydawca zapewnia sobie dopływ pieniędzy. A sądzę, że tego typu produkcje balansują na krawędzi opłacalności.

  13. cavesoundmeister Says:

    Nie wiem, magia pierwszego razu jest w moim subiektywnym odczuciu silna… słuchanie głosów aktorów przy jednoczesnej niewiedzy „co dalej”, zaskoczeniu, suspensie… (mówię tu szczególnie o tym nowym, słuchowiskowym typie audiobooków). Smutek w głosie przy nastrojowej muzyce jest w stanie wycisnąć łzy z moich oczu, ale czy za drugim razem będzie to możliwe? Choć przyznam, że szczerze mówiąc, jeszcze nie słuchałem wersji audiobookowej książki, którą przeczytałem już wcześniej. Zobaczymy.

  14. Głos Papierofonu Says:

    A ja na odwrót, większą część audioksiążek, wysłuchanych na początku mojej z nimi znajomości, były właśnie tytuły wcześniej przeczytane w wersji papierowej. Wcale mi to nie psuło zabawy. Wręcz przeciwnie, słuchając bardzo często wyłapywałem rzeczy, które wcześniej umknęły mojej uwadze. W dodatku, gdy w głowie majaczy ci zarys fabuły i przypominasz sobie zakończenie – bardziej skupiasz się na odbiorze słowa. Rytm, tembr głosu, pauzy – łatwiej to wyłapać i się tym delektować.
    To jak ze sztukami Szekspira, znamy je i wciąż oglądamy na nowo w kolejnych odsłonach.

  15. cavesoundmeister Says:

    Bez przesady, nie ma tu między nami „odwrotności”, bo ja nie neguję przyjemności powtórnego obcowania z jakimkolwiek dziełem – sam też oglądam wielokrotnie niektóre filmy czy czytam wielokrotnie książki itp. I jestem pewien, że przy wspaniałej interpretacji aktora/ów słuchanie audiobookowej wersji znanej już treści będzie wyborne. Mówię tylko, że pierwszy raz jest… pierwszym razem. Różnie z nim bywa, przyznaję, bo są rzeczy która za pierwszym razem wcale mi nie podeszły, jednakże po powtórnym zapoznaniu się z nimi, mimo to odkrywałem w nich magię. Często zdarza się jednak, że ten pierwszy raz jest naprawdę mocnym przeżyciem. Dlatego tak o niego dbam. Nie obawiam się, że „moja zabawa będzie zepsuta”. Obawiam się, że ominie mnie możliwość przeżycia niesamowitego pierwszego razu. To że wolę A od B, nie znaczy że B jest złe, po prostu A jest (lub może być) jeszcze lepsze :)

  16. Głos Papierofonu Says:

    Rozumiem dylemat, ale w ekstremalnej wersji prowadzi do sytuacji opisanej w tym przysłowiu o ośle. Ciągle biedaczyna nie mógł wybrać pomiędzy owsem i sianem.
    Nie ma chyba mądrego na świecie, który odpowie na pytanie: Czy lepiej najpierw czytać, słuchać czy oglądać? Nie ma na to jednej, dobrej recepty. Najczęściej pierwowzór jest najlepszy. Ale nie rzadko bywa tak, że dopiero adaptacja wydobywa na wierzch to coś.
    A ja po prostu nie mogę czekać. Nie mam czasu. Jeśli nie chwycę książki, audiobooka do ręki teraz – to prawdopodobnie nie sięgnę po raz drugi już nigdy. Ciągle wydawane są nowe tytuły. Za dużo żeby je chociaż ogarnąć. Co dopiero czekać, aż jakiś udźwiękowią…

  17. cavesoundmeister Says:

    100% racja :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: